W ostatnich tygodniach w przestrzeni publicznej coraz wyraźniej wybrzmiewa głos nauczycieli: „Mamy dość szkoleń oderwanych od rzeczywistości”. Kiedy czytamy te wypowiedzi, mamy poczucie, że nie jest to jedynie chwilowa fala frustracji. To raczej sygnał, że coś głębiej nie działa w sposobie, w jaki myślimy o rozwoju nauczycieli i zmianie w szkołach.
Chcemy powiedzieć to wprost i uczciwie: my też kiedyś wierzyliśmy w szkolenia-eventy. Wierzyliśmy, że dobrze przygotowany warsztat, inspirujące treści, konkretne narzędzia i dobra energia wystarczą, by uruchomić zmianę. Zresztą… nadal mamy w ofercie pojedyncze szkolenia i warsztaty, bo są sytuacje, w których są one potrzebne i sensowne.
Z czasem jednak coraz wyraźniej widzieliśmy, że same szkolenia bardzo rzadko prowadzą do trwałej zmiany w codziennej praktyce szkolnej. A jeśli zmiana się pojawia, to zwykle wtedy, gdy szkolenie jest tylko jednym z elementów dłuższego, przemyślanego procesu.
Szkolenie to za mało, by mówić o zmianie
Badania nad profesjonalnym rozwojem nauczycieli (professional development) od lat pokazują, że jednorazowe, krótkie formy doskonalenia rzadko przekładają się na trwałą zmianę praktyki. Nie dlatego, że nauczyciele „nie chcą” lub „nie potrafią”, ale dlatego, że zmiana zawodowa wymaga czasu, wsparcia i kontekstu.
Analizy obejmujące kilkadziesiąt lat badań wskazują, że inicjatywy rozwojowe mają większą szansę na realny wpływ wtedy, gdy:
- są rozłożone w czasie, a nie jednorazowe,
- są osadzone w realnym kontekście pracy szkoły,
- zawierają element współpracy, refleksji i informacji zwrotnej,
- oferują wsparcie we wdrażaniu (np. coaching, mentoring, superwizję).
To nie oznacza, że każde „procesowe wsparcie” automatycznie gwarantuje sukces. Badania są w tej kwestii ostrożne: pokazują raczej, że takie podejście zwiększa prawdopodobieństwo zmiany praktyki nauczycieli, co jest warunkiem koniecznym, ale nie zawsze wystarczającym, by zobaczyć efekty na poziomie uczniów. Wpływ na uczenie się uczniów zależy od wielu czynników: jakości wdrażania, kontekstu szkoły, stabilności zespołu, przywództwa.
Zmiana w szkole to proces… także osobisty
W naszej pracy coraz częściej widzimy jeszcze jeden wymiar, o którym badania mówią rzadziej, ale który praktyka bardzo mocno ujawnia: zmiana w szkole nie jest tylko zmianą metod, narzędzi czy procedur. Jest także zmianą osobistą.
Nauczyciele i dyrektorzy różnią się poziomem gotowości do zmiany, doświadczeniami, przekonaniami, poczuciem sprawczości. Dlatego w Fundacji Per Mentes sięgamy po psychologiczne modele zmiany, takie jak transteoretyczny model zmiany, nie jako „dowód naukowy” skuteczności, ale jako ramę pomagającą lepiej rozumieć, gdzie są ludzie w procesie zmiany.
Innego wsparcia potrzebuje osoba, która dopiero zaczyna kwestionować dotychczasowe sposoby pracy, a innego ta, która aktywnie wdraża nowe rozwiązania i mierzy się z trudnościami. Pomijanie tego aspektu sprawia, że szkolenia trafiają w próżnię i nie dlatego, że są złe, ale dlatego, że są niedopasowane do etapu zmiany.
Dlaczego wierzymy w wsparcie procesowe?
Dlatego dziś coraz wyraźniej mówimy: pojedyncze szkolenia mogą być elementem rozwoju, ale nie zastąpią procesu. Wierzymy w procesowe wsparcie szkół i placówek, które:
- zaczyna się od rzetelnej diagnozy (także 360°),
- uwzględnia realne potrzeby i gotowość do zmiany,
- łączy rozwój kompetencji z refleksją i wsparciem osobistym,
- oferuje towarzyszenie we wdrażaniu i przestrzeń na superwizję,
- pozwala na ewaluację i korektę działań w trakcie.
Nie dlatego, że „tak jest modniej”, ale dlatego, że zmiana w edukacji rzadko dzieje się skokowo. Dzieje się etapami, z potknięciami, wątpliwościami i powrotami. I właśnie w takim procesie szkoły najbardziej potrzebują wsparcia.
Ta publiczna dyskusja o jakości szkoleń jest ważna. Dla nas to potwierdzenie, że warto odważnie mówić: jeśli chcemy realnej zmiany w szkołach, musimy odejść od myślenia o rozwoju jako o serii wydarzeń. Zmiana to proces i szkoły zasługują na to, by ktoś ten proces z nimi świadomie projektował i prowadził.



Dodaj komentarz